Osoba, która zna proces, prawie nigdy nie jest osobą, która może zmienić oprogramowanie. Saasie istnieją po to, żeby zasypać tę lukę.
Każdy w firmie może postawić Saasie na to, co go spowalnia, bez składania wniosku, czekania kwartał czy przekonywania kogokolwiek, że to warte programisty. Większość z tego, co powstanie, będzie mała i mało efektowna — grafik, lista kontrolna, formularz z prawdziwą walidacją — i to jest dokładnie ta praca, która nigdy nie trafia na mapę drogową.
Nadal jest to nadzorowane. Każde Saasie należy do przestrzeni, przestrzenie układają się w zespoły i piony, a organizacja widzi i może zatrzymać wszystko, co jest pod nią. Swoboda startu to nie to samo, co brak nadzoru.